Wyjeżdżamy ok. 7.00 rano z BKK na objazdową wycieczkę wykupioną dzień wcześniej, po targowaniu kosztuje nas 650b. za osobę.
Zaczynamy od pływającego targu na rzecze w Damnoen Saduak (wejście na łódkę 150b.os.). Targ ma niesamowity klimat, ludzie uśmiechnięci, pełni optymizmu, wszytko tu wygląda kolorowo, owoce, tekstylia, pamiątki. Uwagę moją zwraca kapelusz typowo tajski do zbierania ryżu, postanawiam go kupić (100b). Tylko jak Ja z nim teraz dam radę, podróżując przez miesiąc ;). Razem z nami łodzią płynie para bardzo sympatycznych Brazylijczyków z naszej grupy, którzy namawiają nas na zdjęcia z wężami. Marcin niespodziewanie dostaje jednocześnie dwa węże na szyje, nieźle to wygląda, ciekawe czym zasłużył :) ..! Z grupą turystów jesteśmy zabrani dodatkowo na przejażdżkę łodzią wzdłuż rzeki po wiosce tajskiej. Ciekawie wygląda tu życie Tajów, jakby nie pracowali, nie mieli zajęć, nigdzie się nie spieszyli tylko odpoczywali na swych przyrzecznych tarasach.
Dostajemy trochę wolnego czasu i wykorzystujemy go na spacer między straganami bazaru, wypijamy i zjadamy kokosy, obserwujemy atmosferę tegoż jakże egzotycznego miejsca. Uliczni miejscowi zapraszają nas na wspólną konsumpcje owoców, jemy tzw. Rambutan, czerwony pokryty zielonymi włoskami owoc, smakiem przypomina może trochę Liczi, ale znacznie orzeźwiający, po prostu smaczniejszy.
Kolejnym etapem wycieczki jest Kanchanaburi, gdzie zwiedzamy Most na rzece Kwai, most żelazny na betonowych przęsłach, niby nic ciekawego, gorzej z jego historią, która jest przerażająca. Przy budowie mostu zginęło ok. 120 tyś jeńców. Trasę mostu można pokonać kolejką (czyli tzw., koleją śmierci) lub pieszo. Korzystamy ze spacerku na drugą stronę rzeki, po drodze oglądamy oddaloną dżunglę i restauracje na rzece. Miejsce średnio nam się podoba!
Na to co czekaliśmy najbardziej to Świątynia Tygrysów (wstęp 500b.os.). Stanęliśmy oko w oko z Tygrysami :). Przybyliśmy tuż przed zamknięciem świątyni, dzięki temu udało nam się zobaczyć wyprowadzenie na spacer oraz karmienie tygrysów i innych zwierzaków. Zwiedziliśmy dodatkowo Park, gdzie spotkaliśmy mnóstwo dziko żyjących zwierząt. Wrażenia niesamowite zwłaszcza te kiedy jest się w pobliżu drapieżników i nie wiadomo czego się po nich spodziewać.
Po tak pełnym egzotycznie weekendzie, dostajemy z Polski wiadomość, ze skradziono nam samochód..:(. Jesteśmy w uśmiechniętej Tajlandii, tak wiec... "dont worry be happy" ...! Idziemy na piwo i masaż :)